Portret bez twarzy

Portret bez twarzy

Wszelkiego rodzaju rewolucje nie są już dla nas niczym dziwnym. Następowały i następować pewnie będą jeszcze wiele razy, tak już jest z nami, nigdy nie jesteśmy zadowoleni ze stanu rzeczy.
Rewolucji w sztuce było kilka. Kilka znaczących, kilka mniej, jednak każda w jakiś sposób odbiła się na kształcie współczesnego malarstwa, tak zróżnicowanego w porównaniu do malarstwa innych epok. W XXI wieku przeplatają się style, kierunki. Szukanie nowego języka sztuki nie zakończyło się jeszcze od czasów 20-lecia międzywojennego. Artyści szukają nowego stylu wypowiedzi, chcą tworzyć nowe kierunki, wielu z nich – szuka własnego miejsca w tym całym artystycznym światku.
Przeglądając ostatnio sieć natrafiłam na ciekawe zjawisko, o którym chciałabym opowiedzieć. Oczywiście, mimo szczerej chęci i dotarcia do granic Internetu nie jestem w stanie podać wam zbyt wiele na ten temat informacji. Zjawisko ‘portretów bez twarzy’ zyskuje coraz większe uznanie w kręgach młodych artystów. To, co nie do pomyślenia byłoby jeszcze przed wojnami, dziś jest na porządku dziennym. Ale jak to, portret bez twarzy. Portretuje się przecież właśnie po to, by uwiecznić twarz danej osoby. By została ona zapamiętana – najczęściej, jako dostojna, znacząca. Portretowało się bogate rodziny, swoje kochanki.. Sztuka portretu sięga aż do samych początków sztuki i zawsze jej celem było przedstawianie twarzy osoby namalowanej.
Aż to teraz.
Owszem, już Picasso zaburzył nam konwencję portretu, ale jeszcze nigdy, nie była ona zaburzona aż tak mocno. Autorzy poprzez brak twarzy uogólniają swoje dzieło. Sprawiają, że my jako widzowie obraz możemy odnieść do siebie. Poczuć się, jakbyśmy to my byli na obrazie, nie żadna bogata księżniczka, ale właśnie my. By uwydatnić emocje jakie chcą pokazać na tym naszym portrecie-nieportrecie stosują rozmaite malarskie triki. Używają wielorakich kolorów, które chodź wesołe i tęczowe ukazać mogą prawdziwy nieporządek, ale także, specyficznej techniki malowania, pociągnięć pędzlem niedokończonych i jakby niechcianych, warstwy farby cienkiej lub grubej, zależnie od nastroju w jaki chcą nas widzów wprawić. Zjawisko o którym mowa jest świetnym przykładem na to jak technika, forma obrazu może się cudnie odbić na jego treści.
Malarze ci portretują nas, nie znając nas. Oddajemy się w ręce artysty, którego zapewne większość (żadne) z nas nigdy nie spotkała i nie spotka. I ten uniwersalizm właśnie jest w ich portretach bez twarzy tak ujmujący.
I KwangHo Shin (kolorowe) jak i Steve Salo (bure) mają coś wspólnego – są bardzo młodzi, na początku swej malarskiej wędrówki. Poszukują i nikt nie ma im tego za złe. Oby dalej tak pięknie poszukiwali.

KwangHo-Shin-painting1 normal_self_portrait_after_the_fire OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s