Pamięć substratu

Siedziałam sobie dziś,  jak typowa kobieta życiem zmęczona, u kosmetyczki. Obok mnie, inna pani, 40 lat starsza, ale zapewne z podobnych powodów wystawiająca swoje dłonie na pastwę talentu kosmetycznego pracownic salonu. Rozmowa toczy się o głupotkach, tak jak zawsze w takich sytuacjach. A to gdzie pani była na wakacjach, a to jaką ma pani sukienkę na tą i tamtą imprezę.. W pewnym momencie pada pytanie o poprzednie wakacje na Chorwacji, że woda ciepła przecież, nie to, co w Polsce znienawidzonej, Bałtyku zimnym. Na co Pani piękna i elegancka (chciałabym być taka kiedyś) odpowiada, że było jej się bardzo ciężko przełamać i bardzo bała się wejść do wody, ale jak się przełamała, to była bardzo szczęśliwa.. Po chwili dodaje, że bała się wejść do wody, bo „w trzeciej klasie chłopcy wrzucili ją do stawu i zaczęła tonąć, od tego momentu się boi”.
Chwila stop. Mój mózg się zatrzymuje. W trzeciej klasie? Toż to miała Pani wtedy… z 11 lat? I ma pani teraz tak z 60… a rozmawiamy o wakacjach do 5 lat przed. Stop. Czy chce mi pani powiedzieć, że potrzebowała pani 40 lat, żeby poradzić sobie ze strachem? Szybką kalkulację powtarzam po raz kolejny, nigdy nie byłam dobra w szybkich rachunkach, ale wynik nadal bez zmian.

Jestem osobą  praktycznie z morzem połączoną, tęsknię za nim, spędziłaby w nim życie zapewne, gdybym spotkała dobrą wróżkę, to bym poprosiła ją o skrzela.. Więc tym mocniej uderza mnie fakt, że ktoś, ktokolwiek, mógł przez ponad 40 lat nie zaznawać cudowności kąpieli morskiej, bo się bał. Bo pomimo tego, że od zdarzenia minęło fiu i jeszcze trochę lat, strach nie minął. Nie ustąpił. Nadal paraliżował.

I w tym momencie mój krzywy mózg, cyklem skojarzeń sobie tylko znanym leci wprost do malarstwa i zatrzymuję się na pewnym zjawisku w sztuce.

To coś, co w chemii nazywa się pamięcią substratu, zdarza się nam także w życiu. Ból fantomowy, czyli ból czegoś, co już nie istnieje – (termin używany w przypadku osób po amputacji, które pomimo straty kończyny nadal czują ją, czują mrowienie, ból, czy nawet łaskotanie) – pasuje mi idealnie do tego zjawiska. Moją spotkaną dziś towarzyszkę, bolało coś, co już dawno przestało istnieć. Nie bolał jej fakt, że się topiła – bo przecież siedziała obok mnie, na powierzchni ziemi i malowała sobie paznokcie. Bolało ją wspomnienie o wydarzeniu, bolał ją ten strach, z którym nie mogła sobie poradzić przez kilkadziesiąt lat. Czemu pamięć substratu? Bo to właśnie emocję pamiętała, nie sam ból wody w płucach, uniemożliwiający oddychanie.

To samo, ale oczywiście w innej skali, dzieje się w przypadku artystów, którzy przeżyli w swoim życiu wielkie tragedie i całą twórczość walczą z pozbyciem się z głowy tego okropnego bólu. Tak jest z artystami, którzy w czasie wojny przebywali w obozach koncentracyjnych, łagrach czy lagrach. Każdy z nich ma w swojej sztuce epizod, w którym musiał na papier wylać swój ból, nie mając siły już dłużej tłamsić go w środku. Niektórych z nich koszmary przypominające tragiczne wydarzenia męczyły całe życie, inni próbowali pozbyć się z głowy tego, co przypominało się zawsze w najmniej odpowiednich momentach, zabijając radość dnia. Jest też grupa twórców, którzy poprzez swoje dzieła chcieli przypomnieć czy wręcz uświadomić ludzi o tym, co się działo za wysokimi murami. O tym jak moralność przestawała istnieć, o tym co się dzieje z człowiekiem, który za wszelką cenę próbuje przetrwać, o tym, jaką siłę miała żądza władzy jednostek. O tym jak żyło się w Innym świecie.

A jak? Do tego nie wystarczy nam nigdy przeczytanych zapisków wojennych, obejrzanych fotografii i zanalizowanych obrazów. Dlatego zostawiam was z galeriami i z pytaniem.. ile czasu potrzebuje człowiek, by zapomnieć o bólu? I czy to się w ogóle da zrobić?

 

Jerzy Tchórzewski

Izaak Celnikier

Józef Szajna

Reklamy

3 thoughts on “Pamięć substratu

  1. Znalazłaś go :-).

    Od tego, ile czasu ważniejsze może, że się da. To niebywale pozytywne, że ta pani – mimo, że tyle lat jej to zajęło – się przełamała. Z drugiej strony, myślę, że każda sztuka piętrzy się na bólu. Cortazar pisał bodajże, że „dobre emocje tworzą złą literaturę”. Myślę, że ciężko być szczęśliwym artystą.

      1. Oj nie preferuję :). Kiedyś mnie jedna znajoma nim molestowała, ale ja jestem fan Wojaczka i sympatyk Grochowiaka. Takie pluszowe poezje mnie nie kręcą…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s