Głosy w mojej głowie

Sigmund Freud, austriacki lekarz, neurolog i psychiatra, powszechnie uważany za twórcę psychoanalizy, w czasie swojego życia opracował tzw. Teorię popędów.
Mówiła ona m.in. o podziale świadomości na id, ego i superego gdzie id – to zbiór tych najbardziej prymitywnych impulsów, popędów i instynktów. Freud opisał także mechanizmy tłumienia Id i jakie mają one skutki.

Jednym z przedstawionych przez Freuda mechanizmów tłumienia naturalnych popędów (np. seksualnego i agresji) jest tzw. Mechanizm Sublimacji. Polega on na tym, że swoje naturalne instynkty próbujemy zamienić w coś innego, wyrazić w inny niż naturalny sposób. Wg. Freuda mechanizm ten następuje np. u pisarzy czy malarzy mających problemy ze swoim życiem seksualnym.

Nie jestem oczywiście jedyną osobą, która sądzi, że szanowany i doceniany Sigmunt Freud miał straszną obsesję na punkcie seksu. Każdy problem swojego pacjenta umiał on sprowadzić do „ukrytych seksualnych frustracji”. Osobiście jednak, mimo wszystkich nieprzyjemnych doświadczeń, mam stałą i niekończącą się nadzieję, że świat nie sprowadza się jedynie do seksu. (Jak wiadomo, nadzieja matką głupich).

W związku z moją naiwną nadzieją, gdy pierwszy raz usłyszałam o Mechanizmie sublimacji, zaczęłam o nim myśleć w trochę inny, niż ten Freudowski sposób.

Odniosłam go – co znów świadczy o mojej naiwności – do siebie jako twórcy. Nie nazwałabym się pisarzem, ani tym mocniej artystą, ale fakt jest, piszę. Nawet czytają. Najczęściej robię to, gdy nie potrafię sobie poradzić z jakąś myślą, z jakąś emocją. Zamieniam ją, koloryzuję, a potem zostawiam tutaj, w dzienniku czy w tajemniczym folderze, po którego nazwie nikt nie spodziewałby się zawartości. Zamiast rozmawiać o moich problemach,  wyładowywać moje frustracje czy odczuwać lęki – zazwyczaj zakopuję je gdzieś w słowach, dlatego może, bardzo często, czytając moje teksty można odnieść wrażenie, że jestem okropnym smutasem.

„Piszę się trochę tak, jak nie jest” powiedział kiedyś ktoś mądry.

Ucieczki emocjonalne w fikcje literacką stały się dla mnie już normalnością. Ale może to lepiej dla moich przyjaciół, którzy nie muszą znosić każdej rozterki z osobna.

Dlatego od zawsze, fascynującym był dla mnie temat Zdzisława Beksińskiego. Ten polski artysta, z wykształcenia architekt, bardzo często, moim zdaniem, stosował mechanizm sublimacji, polegający właśnie na zjawisku ucieczki w sztukę. W swoich ucieczkach nie ograniczał się on do malarstwa, ale korzystał także z fotografii, grafiki komputerowej czy rzeźby. Doceniany już za życia, ale także wzbudzający wiele kontrowersji artysta, nie uważał siebie za wybitnego przedstawiciela malarstwa.

„W moim przypadku malowanie obrazów nie wynika ze społecznego posłannictwa lecz z potrzeby ducha. Jest to rodzaj psychicznego skrzywienia, z którym się urodziłem.”

Nie lubił tłumaczyć się ze swoich dzieł, nie potrafił odpowiadać na pytania, które tak bardzo uwielbiają zadawać wszelkiego rodzaju ciekawscy: Co autor miał na myśli?

Nic nie miał. Nie wiem co miał. Namalowałem co czuję. Namalowałem, czego się boję.

Bardzo często, w swojej twórczości korzystał z obrazów, które przychodziły do niego w czasie snu. Abstrakcyjne krainy, przerażające wizje śmierci i pustki. Kto nigdy nie obudził się w nocy z krzykiem tłumionego przerażenia, które dopiero w śnie dało swój upust, może nazywać się szczęśliwym człowiekiem. Osobiście mam to szczęście, że gdy o 4 nad ranem obudzi mnie koszmar, mogę wykonać telefon, porozmawiać o niczym, a później iść dalej spać jak gdyby nigdy nic. Beksińskiemu widać nie wystarczało budzenie żony w nocy – swoje koszmary sublimował w sztukę.

Rodzina Beksińskich już po śmierci malarza została uznana za „przeklętą”. Najpierw, po długiej chorobie świat opuściła żona artysty – w roku 1998. Rok później, samobójstwo popełnił jego syn Tomasz. Sam artysta, został zamordowany w 2005 roku w swoim mieszkaniu, przez Roberta K., dziewiętnastolatka, który wraz z rodziną zajmował się wykonywaniem drobnych prac porządkowych w domu Beksińskiego. Zabójca zadał artyście 17 ciosów nożem, do czego prowokacją miała być odmowa skromnej pożyczki. Mimo apelacji, sąd skazał go na karę 25 pozbawienia wolności.

Już w 2001 roku w swoim testamencie Zdzisław Beksiński zapisał cały swój dorobek Muzeum Historycznemu w Sanoku, które do tej pory posiada największą kolekcję jego prac. Autor doceniany jest także zagranicą – jako jedyny europejczyk ma swoją stałą ekspozycję prac w Osace w Japonii.

 

Zostawiam was z galerią. (zdjęcia pochodzą z serwisów tumblr i wikipedia)
Więcej, na oficjalnej stronie malarza!

Reklamy

2 thoughts on “Głosy w mojej głowie

  1. Beksiński i mnie mocno intryguje. Pochodzę z miejscowości oddalonej od Sanoka o kilka kilometrów i podczas każdej wizyty u rodziców muszę zaglądnąć do Muzeum Historycznego 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s