Kulturalny Kraków

Nieczęsto umieszczam na blogu teksty hejterskie, które powiedzą Wam „nie róbcie tego bo zmarnujecie czas”. Zazwyczaj cała w skowronkach opisuję wam jak „super” jest artysta, którego ostatnio poznałam i jak „bardzobardzo” musicie go poznać. Kto spędził ze mną chociaż minutę w momencie, gdy byłam czymś do granic absurdu zafascynowana, wie, że na moich ustach jest wtedy tylko słowo „super” bądź „faaajnie”, a w oczach świecą mi się gwiazdki jak postaciom z kreskówek.
No dobra, kłamię. Tak naprawdę, to nigdy nie napisałam Wam hejterskiego tekstu. Nigdy. Nie lubię pokazywać rzeczy, których nie lubię, ponieważ czarny PR to zawsze jakiś PR… ale tym razem nie mogę się powstrzymać. Tym razem nie lubię czegoś aż tak, że muszę o Tym powiedzieć.

Bardzo wiele mówi się o tym, że ludzie nie doceniają sztuki, nie chodzą do muzeów… Wolą spędzać swój czas przed telewizorami i komputerami w poszukiwaniach śmiesznych kotów i pornosów. Jest wiele akcji, wypowiadają się znane postaci kultury, zachęcają do działania, zachęcają do wystawienia nosa z domu. Jest akcja „Zabierz laskę do kina”, było billboardowe promowanie łódzkiego MS, jest naprawdę wszystko. Czasem jednak wydaje mi się, że to nie ludzie mają kulturę w nosie, tylko kultura w nosie ma ludzi. Naprawdę, ma ich w głębokiej… Dokładnie tam.

Podczas mojej ostatniej wizyty w Krakowie, postanowiłam odwiedzić bardzo mocno promowane centrum kulturowe, centrum młode i nowoczesne. MOCAK przy ulicy Lipowej kusi nie tylko niesamowitą architekturą (tutaj wielkie brawa dla Claudia Nardiego i Leonarda Marii Ploriego za świetną robotę), ale także idealną i spójną identyfikacją graficzną, która przyciąga i obiecuje piękne rzeczy, niesamowite doznania. MOCAKowi nie można odmówić czaru, nie można powiedzieć, że odrzuca… Ale mam wrażenie, (i tutaj sama siebie linczuję za uprzedmiotowienie), że Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie jest jak przepiękna dziewczyna, z którą w zasadzie chciałbyś spędzić noc (bo jest piękna), ale lepiej żeby się nie odzywała, ponieważ gdy to zrobi, to jej czar pryśnie tak szybko jak mydlana bańka po zetknięciu z powierzchnią chropowatą.

MOCAK wieje pustką, nie tylko przestrzeni, ale także tą intelektualną. Mimo wnikliwej obserwacji, nakręcenia na sztukę i wielu prób zrozumienia, bycia w jakikolwiek sposób „poruszoną”, pamiętam z niego tak z trzy dzieła.. Całość wystawy nie pyta nas raczej „Co autor miał na myśli?”.. pyta „Ile trzeba było zapłacić, żeby to tu wystawić?”, żeby następnie przynieść do nas pytanie „Z kim trzeba było się przespać?!”… Pytanie to pojawia się bezpośrednio obok sali, w której pokazują kręcenie filmu pornograficznego zza kulis.. Nie mam nic do pornografii, ale błagam, zostawmy ją w domu. Niech sobie leży, tam jej dobrze i chociaż porno w muzeum nakręcone mogłoby być całkiem ciekawym przedsięwzięciem, tak pokazywanie porno w muzeum jakoś nieszczególnie mnie kręci. Nie wiedzieć czemu.

Kolejnym świetnym przykładem na wątpliwą świetność MOCAKu są słynne już w internetach „Podpisy pod obrazkami w MOCAKu”, oszaleć idzie od głębi interpretacji sztuki, cały czas mając wrażenie, że osoba, która je pisała musiała chyba pęknąć z nadęcia w bezpośrednim następstwie ukończenia swojej wzniosłej notki. Ilu MOCAK ludzi zabił?
6323_389064931199662_1104853656_n 379805_371990809573741_439773490_n 1044395_399363493503139_1967848040_n
Następną okropną rzeczą jest ból, jaki następuje, gdy orientuje się biedny zwiedzający, że tak świetnie zaprojektowany budynek, istna architektoniczna perełka, marnuje się przez nieumiejętne dobranie jego zawartości. W tych przestrzeniach tyle ciekawych rzeczy można by zrobić, tyle urządzić, tyle wytworzyć, tak dobrze wykorzystać! Ale nie, po co, zróbmy muzeum i zróbmy to źle.



Zastanawiałam się długo, czy mówić Wam o tym, ale uznałam, że skoro ja – pasjonat sztuki, totalnie nic nie wyniosłam z tego muzeum poza rozczarowaniem, to co wyniesie przeciętny Kowalski? Otóż przeciętny Kowalski po wizycie w MOCAKu nigdy już nie pójdzie do muzeum. Obiecuje Wam. Ja też się waham przed podjęciem takiego ryzyka po raz kolejny.

Ale MOCAK, nie płacz. Ja nie z tych. Zostawię parę plusów, żeby nie było, że jestem hejterem. To jest konstruktywna krytyka, można się jeszcze uratować… W ankiecie po wyjściu z muzeum też wpisałam, że wystawa podobała mi się „troszkę”. Dostaliście szansę, nie zmarnujcie tego!

Plusy pójścia do MOCAKU by Wysublimowane:

1. Nigdzie nie będzie nudniej, więc zabierz tam kogoś na randkę – jeśli będziecie się dobrze bawić, he/she is the one.

2. Gdy się chuchnie na niektóre podwieszone dzieła sztuki, to się kręcą.

3. Schowanym za filarem można przewrócić dziwną konstrukcję ułożoną jak domino i cieszyć się z bycia małym rebeliantem.

4. Jest cicho.

5. Jest ciemno.

6. Idealne miejsce do hipsterskich selfie i fotek na instagram.

7. Dwie ciemne kinowe sale, które mogłyby być świetnym początkiem gry wstępnej.

8. Po zdjęciu Pani ze spermą na twarzy, które łatwo znajdziemy w muzeum, ma się już całkiem porządny argument  dla swojej dziewczyny, żeby przekonać ją, by pozwoliła na więcej. W końcu to sztuka.

Więcej o MOCAKu znajdziecie u Popmoderny, w tekście Olgi Szmidt.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s