Święto Muzeów czy Święto Przegranych?

rotator-NM-hasłaW związku ze zbliżającą się Nocą Muzeów i finałem Ligi Mistrzów pojawia się mnóstwo próśb, pytań i błagań o opinię, a ja mam ochotę zrobić to samo, co zawsze robię, gdy przestałam słuchać piętnaście minut temu, a ktoś pyta mnie „Co o tym myślisz?” – skinąć lekko głową i uśmiechnąć się jak słodka idiotka. Od kwietnia więc, odkąd pojawiły się pierwsze ploteczki o tej nocy, wzorem funkcji liniowej z dodatnim współczynnikiem kierunkowym, wzrasta z dnia na dzień mój poziom zafrasowania, zaś relatywnie spada poziom cierpliwości. Mój problem z Nocą Muzeów polega na tym, że ja chyba nie do końca czuje ten szał i entuzjazm, który powinnam. Gdy znajomi pytają mnie, do którego z miast / muzeów idziemy w tę cudowną noc, nieszczególnie jakoś mam ochotę się nad tym wyborem zastanawiać. Dla mnie możemy nawet zostać w łóżku i oglądać filmy pijąc piwo, a do muzeum skoczyć w każdy inny normalny dzień, bez kolejki na pół miasta, bo tak się dziwnie składa, że jutro muzeum też będzie stało w tym miejscu co dziś i przy odrobinie szczęścia, ja też nadal będę żywa i zdolna do chodzenia. Moc entuzjazmu da się wyczuć na kilometr, wiem. Ale no dobrze, nie będę ignorantem. Przecież to, że nie lubię tłumów ludzi nie znaczy, że nikt nie lubi tłumów ludzi. W Nocy Muzeów musi być coś super, skoro tyle się o tym mówi, prawda? Istnieje gdzieś w miejskim eterze mit o fajności nocnego wypadu do muzeum, gdy słońce już przygasa i można liczyć na przygody. Chciałabym w to wierzyć, niestety dla mnie, jest to możliwe tylko w odpowiednich warunkach. Spędzenie nocy w muzeum będzie cudowne jedynie wtedy, gdy zrobimy to z małą grupką przyjaciół i nie będziemy obserwowani przez panów Mietków, panie Wandzie i Wielkiego Brata. Mówię to Wam jako osoba, która wielokrotnie była posądzona o złe zamiary wobec dzieł sztuki. Pan Mietek ochroniarz gdy zobaczył, że weszłam do muzeum z notesem i długopisem, zaczął mnie zagadywać z pytankiem co robię, taki był zdziwiony. Potem przez godzinę chodził za mną i patrzył jak zapisuję sobie w notesie różne głupie rzeczy. Kolejne kłamstwo, które sami sobie chyba wciskamy bardziej niż nam muzea, to wyjątkowa taniość tego dnia. Oczywiście, gdy w 97’ roku Noc Muzeów odbywała się po raz pierwszy w Berlinie, jej misją było udostępnienie sztuki osobom, które na nią nie stać. W tym momencie jednak ciężko jest mi uwierzyć, że ktoś nie idzie do muzeum ze względu na drogie bilety. Głownie dlatego, że bilety do większości miejsc wcale nie są drogie. Pomijając tysiąc rodzajów zniżek – dla studentów, emerytów, osób z siwą plamą na lewym boku głowy, czy dla stałych odwiedzających – jest jeszcze kolejne tysiąc akcji promocyjnych, w których bilety kupić można za złotówkę, czy dostać za darmo. Istnieją też galerię do których wejście jest darmowe cały rok  albo takie, które mają darmowy dzień zwiedzania. Nawet gdy porównamy regularną cenę biletu do muzeum z chociażby tym do kina, to wychodzi nam, że taniej iść do muzeum. Wyprawa czteroosobowej rodziny do muzeum wyniesie nas maksymalnie 20 – 30 złotych… czyli tyle, co jeden bilet do wspominanego już kina. Więc w zasadzie o co chodzi z tą nocą muzeów? Czy nie jest to bardziej sposób na promocję „nierentownych” instytucji? Czy jest to jedyna możliwość by przyciągnąć ludzi do instytucji kultury? Oczywiście, że nie jedyna. Najlepszym przykładem jest chociażby zamknięta kilka dni temu wystawa Olgi Boznańskiej w Warszawie, która przyciągnęła do stolicy bardzo wielu widzów. Ludzie idą tam, gdzie jest ciekawie – i to nie zmienia się od lat. Najlepszą oceną każdej wystawy nie jest liczba pozytywnych recenzji w prasie lecz nasz odbiór – szaraczków, ciemnej masy. Dlatego profil „Beka z performance” cieszy się większą popularnością niż niejeden performance… Bo jest ciekawszy. Po prostu. Muzea zaczęły traktować swoją noc jako swoisty festiwal. Wszyscy prześcigają się w pomysłach na to, jak przyciągnąć do siebie widza, bo zgodnie z prawami biznesu – zadowolony klient wraca i jest najlepszą reklamą, bo opowie o Tobie swoim znajomym, którzy też do Ciebie przyjdą. Kolejnym problemem, który udaje się rozwiązać dzięki Nocy Muzeów jest sama ich dostępność. Weźmy mnie np. – mimo bycia Ambasadorem, mimo wielkiej chęci odwiedzania Muzeum Sztuki – przez kilka miesięcy nie mogłam na nie nawet rzucić okiem, ponieważ zaczynałam pracę zanim oni ją zaczynali i kończyłam 3 godziny po tym, jak oni już zdążyli się zamknąć i posprzątać. Godziny otwarcia idealne dla wycieczek szkolnych, niestety nie dla biedaków pracujących jak ja. Takim pięknym sposobem ominęła mnie i wystawa Teresy Żarnower i Ewy Partum. Nadal mi przykro. Biorąc jednak pod uwagę fakt, iż wspomniana historia wydarzyła się mnie – może jednak powinnam uznać to za zwyczajowego pecha. Od niecałego roku dostaję zaproszenia na wernisaże do Atlasu Sztuki, wszystkie odbywają się w piątek o godzinie 19… Nie zgadniecie. Od roku, w każdy piątek o 19, jestem dokładnie w środku zajęć angielskiego. Świetnie. Kolejną rzeczą, która rzuca cień na Noc Muzeów są niedawne protesty pracowników kultury. Krakowska Noc Muzeów upłynąć ma pod znakiem protestów związkowców z NSZZ „S” sprzeciwiającym się niskim płacom w instytucjach kultury. „Podczas Nocy Muzeów zorganizowane zostaną dwie pikiety: jedna jeszcze w piątek w południe pod Urzędem Marszałkowskim przy ul. Basztowej i druga przed budynkiem Cricoteki, podczas inauguracji Nocy” – powiedział PAP Rybicki. Dodał, że muzea i instytucje kultury będą oflagowane. „Chcemy w ten sposób przekazać społeczeństwu, że sytuacja muzealników i pracowników instytucji kultury, którzy od lat nie mieli podwyżek pensji, jest fatalna” – podkreślił Rybicki.  Cały tekst Sprawa muzealników z Krakowa nie jest niestety odosobniona. Podobne problemy mają pracownicy z całego kraju, co widać najlepiej w tym, iż sprawa ta była niedawno dyskutowana z Panią Minister Omilanowską podczas I Kongresu Muzealników Polskich w Łodzi. Od wszystkich jednak zdaje się słyszeć ten sam głos – nie ma pieniędzy. Czym więc noc muzeów zachwycić mnie jeszcze może? Wszystkie propozycje chętnie przyjmę do serca, obecnie wybieram się wtedy na piwo. Nie więcej.

Reklamy

5 thoughts on “Święto Muzeów czy Święto Przegranych?

  1. Nie martw się, w tym roku noc muzeów pokrywa się z juwenaliami PŁ oraz chyba urodzinami manu, więc na pewno nie będziesz się nudzić 😀 Ja też do końca nie rozumiem tego fenomenu, szczególnie chodzenia w takie miejsca jak np. dętka , gdzie ludzie czekają 2 godziny do wejścia zamiast zapłacić 3zł normalnego dnia, polaczki-cebulaczki.
    A żeby Cie jeszcze zachęcić, to powiem Ci, że ja od dwóch lat poluję na muzeum iluzji, to ma sens, bo podobno ono otwiera się tylko w noc muzeów, a normalnie nie może wejść.

    1. Ludzie w dzisiejszych czasach nie potrafią czerpać drobnych przyjemności z życia. Dociekliwość oraz głód wiedzy zastępuje akcyjność. A i przede wszystkim ważne jest to, że można podczas takiej nocy spotkać znajomych i oczywiście cały fotoalbum posadzić na FB. Kiedyś do muzeum szło się, bo kogoś to interesowało, teraz bo znajomi idą, każdy stara się być ubogim celebrytą w równie ubogim gronie.

      1. Coś w tym jest. Foteczka z muzeum to punkt do bycia inteligentnym, a wiadomo, że punkty i lajki na fejsbuku zbierać trzeba. Co innego ważne jest w życiu, jeśli nie opinia znajomych? Kurczę, dobrze że prowadzę bloga o sztuce bo też bym nie daj bóg musiała robić takie rzeczy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s