Niespodziewane szczęście istnienia

Niespodziewane szczęście z istnienia zmysłu wzroku potrzebowało w moim życiu aż (lub tylko) dziewiętnastu lat, bym w ogóle, w pędzie życia, w natłoku innych zajęć i emocji, zwróciła na nie uwagę. Moja przyjaciółka, osoba, która pomogła mi jak nikt inny przetrwać chwilę, w których czułam się nikomu niepotrzebna, zabrała mnie raz na Niewidzialną Wystawę, którą zobaczyć… którą poczuć można w Warszawie. Zabierała mnie też w milion innych miejsc, z których każde pamiętam, a wspomnienia celebruję uświadamiając sobie na nowo ich wartość.


Gdy wyszłyśmy ze wspominanej wystawy nie mogłyśmy, nie potrafiłyśmy w żaden sposób słowami wyrazić jak szczęśliwe jesteśmy, a jak nie potrafimy tego docenić. Obie byłyśmy wtedy w czarującym momencie mówienia sobie „nie martw się, będziesz się z tego śmiała za rok” i chociaż nadal nie do końca rozbawiają mnie tamte wydarzenia i emocje, to jednak przyznać muszę, że w wtedy byłam zła na siebie, że jestem zła na świat. Bo jak mogę być? Co te wszystkie małe sprawy mają za znaczenie, ile warte jest moje nastoletnie serce złamane, ile warte przepłakane tygodnie? Co pozwala mi sądzić, że rzeczy te mają prawo czynić mnie smutną, w chwili gdy wychodzę z pięknego biurowca, a moje oczy wita popołudniowe słońce? Czy jest coś piękniejszego, coś ważniejszego od tego, że mam możliwość patrzenia na ten taniec promieni w tramwajowej szybie?

W natłoku zajęć, wyborczym szale, poszukiwaniach drogi, którą iść będziemy przez następne lata, w poszukiwaniu miłości, przyjaciół na całe życie, celi i ścieżek do marzeń, często bardzo łatwo jest zapomnieć nam jak cholernymi jesteśmy szczęściarzami. Bo czy wyobrażacie sobie nie móc zobaczyć najpiękniejszego widoku, jaki widzieliście w życiu? Czy wyobrażacie sobie nie widzieć zakochanych oczu wpatrujących się w Was jakbyście byli największym cudem na świecie? Czy wyobrażacie sobie nie widzieć śniadania, które robiła babcia zanim poszliście rano do szkoły? Ależ skąd, nie wyobrażacie sobie. Codzienność, chociaż cudowna, traci swój czar. Ktoś powiedział kiedyś, że gdyby rozgwieżdżone niebo ukazywało się tylko raz na dekadę, to ludzie stworzyliby wokół niego nową religię, celebrowali jego pojawienie się, nie spali całe noce tylko po to by je oglądać… Tymczasem mamy niebo pełne gwiazd każdej nocy i wolimy wpatrywać się w telewizje zamiast je oglądać. Nie doceniamy cudowności, które spotykają nas na co dzień, zbyt zajęci chyba poszukiwaniem tych „wyjątkowych” chwil. Lecz czy rzeczywiście wiemy czego szukamy?

Jutro, tzn. 26 maja o godzinie 12 w podwórku dawnego Hotelu Polskiego przy ulicy Piotrkowskiej otwarty zostanie tzw. Pasaż Róży. Jest to miejsce stworzone przez Joanne Rajkowską przy współpracy z biurem architektonicznym RWSL. Pasaż ten jest darem dla córki artystki i pokazuje drogę jaką ta musiała przeżyć przez chorobę, którą przechodziła. Choroba, powodująca stopniowy zanik wzroku zaklęta jest teraz w lustrzanej mozaice ułożonej w kwiaty Róży. A nam, instalacja ta próbuje uświadomić, że to, co dla nas codzienne, może być wyjątkowe dla drugiego człowieka.

Bo czy rzeczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, jak cudownie jest widzieć?

Niesamowite przedsięwzięcie można będzie oglądać już od jutra, oby jak najdłużej.
Więcej o Pasażu i samym projekcie przeczytacie TU.
Wspaniałe zdjęcia we wpisie autorstwa załogi FABRYCZNA.in

Polecam także odwiedzenie Niewidzialnej Wystawy, znajdującej się w Warszawie.

Reklamy

3 thoughts on “Niespodziewane szczęście istnienia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s