Czy to wszystko miłość?

Wirus internetowej miłości zdaje się rozprzestrzeniać po świecie jak groźna choroba, niosąc za sobą ryzyko podobnych do jej skutków nieszczęść. Zrobiliśmy sobie z uczuć takiego kotka w pudełku, bardzo słodkiego i pięknego gdy jest w filmiku w internecie, zapominając o tym, że o kotka trzeba także dbać, nie tylko go filmować i robić z tego virale.

Z miłości zrobiliśmy sobie grę, na niej zarabia się teraz największe pieniądze – i nie daj bóg dlatego, że wcześniej się nie zarabiało… Po prostu teraz mamy tysiąc więcej na to sposobów. Strony łączące w pary „wymagających singli” świętują sukcesy, a te, które łączą „Piękne” z „Bogatymi” robią to także, lecz co ciekawe, z odrobinę mniejszą pompą. Czemuż znowu, czego się wstydzić? Popularna ostatnimi czasy aplikacja Tinder, która sprowadza internetowe swatanie do jeszcze prostszego procederu, w styczniu tego roku posiadała ponad 50 milionów aktywnych użytkowników. I chociaż wielu chce dyskutować o jej moralnej wartości, przyznać trzeba, że odniosła niewątpliwy sukces i pewnie „połączyła w pary” wiele osób.

Przyznacie mi jednak, że takie cybermiłości to bardzo ryzykowna gra. Nie mam już tutaj nawet zamiaru wpajać Wam regułek, jakie słyszało się od pedagogów w podstawówce. Chyba żaden z czytelników tego bloga nie ma problemu ze zdawaniem sobie sprawy z tego, że osoba poznana przez internet nie zawsze musi być tym, za kogo się podaje. Ale co dzieje się, gdy do takiej relacji wkrada się niezdrowy, seksualny układ, który w dłuższej perspektywie staje się dla człowieka po prostu swoistym wynaturzeniem? Taki układ, w którym miłość jest zmyślona, lecz seks już jak najbardziej prawdziwy.

fb/ Bukowski chce się napić
fb/ Bukowski chce się napić

O jednej z takich, pozbawionych intymności, seksualnych gier, opowiada cykl fotografii Filipa Ćwika o przewrotnym tytule „To wszystko miłość”. Fotograf, uhonorowany wcześniej nagrodą World Press Photo zrezygnował poniekąd z fotografii reporterskiej i przeniósł swe siły w cięższe formy, których w porannej prasie próżno nam szukać. Ćwik zastanowił się nad procederem jednej z najciekawszych i najbardziej szokujących bodajże form internetowej miłości. Pod obserwację wziął sytuację, która z początku wydawała mi się wręcz niemożliwa, a jednak. W wywiadzie dla gazeta.pl autor opisuje mechanizm istnienia w tym internetowym światku:

Jak to działa, możesz opisać mechanizm?

– To bardzo proste. Wchodzisz na stronę „kamerkową” i pokazuje ci się, powiedzmy, 20 zalogowanych osób – wyświetla ci się ich transmisja na żywo. Najpierw w mniejszym okienku, a jeśli się zalogujesz –  na pełen ekran. Są ludzie, którzy funkcjonują tam przez chwilę, są inni, którzy pojawiają się wyłącznie wieczorami na „seanse seksualne”, ale są też tacy, którzy są podłączeni do kamerki praktycznie 24 godziny na dobę.

Oni się tam rozbierają, onanizują przed kamerą, tak? Czy również rozmawiają?

– Też, ale to się bardzo rzadko zdarza. Myślę, że w ciągu dnia to raczej normalny „live”.  Ci, którzy mają kamerę cały czas włączoną, prowadzą zwykłe życie: gotują, pranie wieszają etc. Ale w podtekście zawsze jest seks, który objawia się w pełnej krasie wieczorami. I to jest dla mnie przerażające, że zamiast wyjść wieczorem do knajpy i spędzić czas z innymi ludźmi, oni wchodzą w ten cyfrowy świat anonimowych relacji bez żadnej odpowiedzialności za drugiego człowieka. Trudno powiedzieć, czy chodzi o to, że mają trudności z nawiązywaniem kontaktów, czy może uzależnili się od tego. W pewnym momencie sam się tego wystraszyłem, bo zobaczyłem, jak bardzo ten świat mnie pochłonął.

Najciekawszym dla mnie w tym procederze jest całkowity brak „zapłaty” za rzeczy, które robi się przed kamerą. Wszyscy znamy seksrandkowe portale, znamy wysyłanie swoich nagich zdjęć, ale wiemy też, że niesie się za nimi swoisty rodzaj rekompensaty za naruszoną intymność – czy to w postaci pieniędzy, czy zainteresowania drugiej osoby. Ludzie przedstawieni w „To wszystko miłość” takiej rekompensaty nie dostają, ale też o nią nie proszą. Seksualna zabawa internetowa zdaje się być dla nich trochę jak krok dalej, po udostępnianiu zdjęć swojego śniadania na Instagramie i „wydarzeń z życia” na Facebooku. Jakby internetowy ekshibicjonizm wprowadzić na wyżyny jego możliwości. Użytkownicy portalu tym samym pozbawiają się swojej intymności. Nie ma już w ich ciałach nic osobistego, nie ma okrycia, które przecież przez tak wiele lat świadczyło o statucie i dumie osoby. Nie ma także interakcji z drugą osobą, swoistej odpowiedzialności za nią, która wiąże się z każdą formą seksualnego kontaktu – nie ważne, czy jest to nasza żona czy kochanka, czy przypadkowa pijana osoba w nie naszym łóżku.

Nie zrozumcie mnie źle, nie mam ochoty teraz oceniać całego omawianego wcześniej procederu. Świadoma jestem tego, że ludzie posiadają różne seksualne potrzeby i prawdopodobnie, połowy z nich nigdy nie zrozumiem – bynajmniej nie dla tego, że się nie będę starała. Napawa mnie to jednak za każdym razem tak samo wielką dozą zaciekawienia połączonego ze zdziwieniem… A fotografie Filipa Ćwika to bez wątpienia kolejny krok do zmuszenia mnie do zastanowienia. Ich malarska pikselizacja, pozbawienie bohaterów zdjęć ich indywidualności, w taki sposób, w jaki oni pozbawiają się intymności, pokazuje idealnie szaleństwo, mrok oraz niezwykłość tego odrębnego wręcz świata. Bo czego właściwie poszukiwać mogą użytkownicy portalu? Czy to wszystko miłość?

Wszystkie ukazane w artykule zdjęcia należą do Filipa Ćwika. Wystawę z jego pracami można obecnie oglądać w ramach MEDIA LAB 3: Widzialne i Niewidzialne, w Trafostacji Sztuki w Szczecinie, potrwa ona do 26 czerwca.

Reklamy

6 thoughts on “Czy to wszystko miłość?

  1. Dziękuję. Jednakowoż taki był mój cel. Żaden ze mnie psycholog, a już tym bardziej nie historyk sztuki, więc uznałam, że zdjęcia Ćwika świetnie oddają pokręcenie wspominanego świata internetowej „miłości”. Jak najbardziej skupiam się tu na nim, bo uważam, że zrobił świetną robotę w pokazaniu tego szalonego procederu i wnosi do dyskusji już tyle, że ja już nic nie muszę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s