To, co widać. – Wstęp do Impresjonizmu.

Ostatni miesiąc był szalony, dlatego tak cichy na blogu. Wszystkie rzeczy wokół mnie w dzikim pędzie, brak czasu na cokolwiek, także klasyczny brak czasu na sztukę. Ale spokojnie, ja tu zawsze przecież wracam.

Wyprowadziłam się z domu! Brawo ja. Co więcej, udało się spełnić życiowe marzenie, tak często tłumione strachem przed samotnością i przerażeniem związanym z milionem dróg możliwego „nie poradzenia sobie z nową sytuacją”. Wyprowadziłam się z rodzinnej miejscowości, ukochanego miasta, kraju pochodzenia. Za dwa miesiące spełni się także kolejne z moich wielkich, niemożliwych marzeń – zacznę studia na zagranicznej uczelni. Gdy patrzę w tył, mam ochotę śmiać się z siebie. Tyle biadolenia, że się nie uda… I zobacz mała, udało się. Birmingham staje się przystankiem na mojej trasie na kolejne 4 lata. Trzymajcie kciuki i bądźcie gotowi na relacje z brytyjskich wydarzeń kulturalnych!

Dziś pierwszy raz miałam okazje spacerować po starym rynku mojego obecnego miejsca zamieszkania. Śliczna walijska miejscowość wygląda o wiele inaczej, niż każda śliczna miejscowość polska. Inni są ludzie, budownictwo… inne światło pada na kamienice. Jest jednak w każdej czerwonej cegle coś inspirującego. Myśl o tym, ile dróg życiowych się tu przecięło, ile osób wiąże życie z miejscami które mijam… I bez wątpienia przepiękna biblioteka, której oszklona czytelnia znajduje się w pięknym, zielonym parku. Coś czuję, że spędzę tam wiele poranków.

Poznawanie nowych miast zawsze przybliża mnie o krok do impresjonizmu. Jego zawiła, szalona czasem historia – wszystkie niesnaski i zawiłości z nim związane, mają w sobie tak wiele cech życia, że wydają mi się nadal funkcjonować, chociaż przecież najwięksi mistrzowie impresji zmarli wiele lat temu. Opowiadałam Wam już kiedyś o tym, jak impresjonizm się zaczął… Podobno pierwszym krokiem do tego, by malarze wyszli ze swych pracowni i zaczęli „chwytać chwile” było… wynalezienie sztalugi. Kilka deseczek, pozwalających postawić płótno w dowolnym miejscu, stać miało się powodem początku rewolucji w sztuce.

Kolejną ciekawą plotką na temat impresjonistów jest wykorzystywanie przez nich fotografii. Podobno Degas malował swój słynny cykl tancerek bazując na fotografiach. Nawet samego Clauda Moneta i jego słynny cykl obrazów katedry Rouen, przedstawianej w różnych porach dnia, oskarża się o to, że malowany był z fotografii. Impresjoniści oczywiście wypierali się każdego z takich oskarżeń, ponieważ przeczyłoby to ich odejściu od realizmu. Wielu historyków sztuki twierdzi jednak, że gdyby nie początki fotografii i jej słaba jakość, nie powstałby styl tak charakterystyczny jak impresjonizm – z wszystkimi swymi rozmyciami i chwytaniem tego, co ulotne.

Cykl obrazów Katedra w Rouen autorstwa Cloude Moneta, malowany w latach 1893 – 1894 przypomniał mi się dziś podczas przechadzki po mieście. Powodem może być piękna katedra górująca nad nim, wzbijająca się w powietrze na tle zielonych pagórków. Widok iście osiemnastowieczny, chociaż o XXI stuleciu przypomina zapach chińskiego żarcia dochodzący z jednej z ulic. Tematem 20 obrazów cyklu Moneta jest gotycka katedra Notre-Dame. Chociaż Monet na wszystkich obrazach maluje tą samą katedrę, wydaje się, że to nie ona jest jej głównym tematem. Claude gra światłem i kolorem, pokazując budowlę w różnych porach dnia – pokazuje zmiany jej wyglądu. Już sam malarz zauważył, jak mocno subiektywną rzeczą jest percepcja – także, jeśli bierzemy pod uwagę rzeczy materialne, które teoretycznie powinny być takie same dla każdego z nas. Na odbiór katedry, na odbiór miasta, na odbiór obrazów  – wpływa miliony czynników, z których o większości nie wiemy nic. Nawet jeśli odniesiemy się do tego w jakim świetle, jakich okolicznościach, na jakiej wysokości, z kim, dlaczego – widzimy dane dzieło sztuki, możemy zauważyć, że zależnie od najdrobniejszych rzeczy, może mieć ono tysiąc interpretacji, tysiąc różnych znaczeń. Najłatwiej jest to zrozumieć na przykładzie piosenki. Jeśli poznamy ją w sytuacji silnych emocji – np. gdy jesteśmy zakochani, kojarzyć ona nam się będzie przyjemnie, zapewne z kochaną przez nas osobą. Lecz co stanie się, gdy ukochany odejdzie? Piosence, teoretycznie nic. Jednak ilu z nas zmieni stacje radiową, kliknie strzałkę dalej na Spotify, czy zmieni kolejność odtwarzania w telefonie, gdy usłyszy tą samą melodie już po rozstaniu? Nowy – inny ładunek emocjonalny, sprawi, że nasza interpretacja może być wręcz przeciwna tej pierwotnej. To samo dzieje się w innych rejonach sztuki – niesamowicie wielka część jej odbioru to tylko nasze emocje, zmiksowane z okolicznościami oglądania.

Monetowski cykl katedra w Rouen to mistrzostwo operowania światłem i barwą, nadal cenione przez twórców. Jest świetnym przykładem na to, jak coś tak stałego jak wielka, gotycka katedra, może być niestałe w wyrazie. Poniżej przedstawiam Wam kilka z obrazów cyklu. Przy każdym, proszę Was, zadajcie sobie pytanie – jaką emocję on odzwierciedla? I spróbujcie nadać im jednowyrazowy tytuł. Swoje typy zachowam w sekrecie, żeby nie podziałała na Was siła sugestii.

W końcu, to także jeden z czynników wartościujących dzieła sztuki w naszych oczach, czyż nie?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s