Wymiar dzieła sztuki.

DSC_2051
fot. @wojtczi, tate art gallery

 

W naszych podwójnych życiach wszystko już przeniknęło do internetu. Zdania na temat poprawności takiego zjawiska są podzielone. W internecie oczywiście wszystko można mocniej i lepiej niż w prawdziwym życiu. Jeśli nie ma pogody czy też talentu do robienia zdjęć, nakładasz instagramowy filtr i nadal chwalić się możesz swoją podróżą do knajpy pod blokiem. Jeśli nie masz wiedzy, to zdanie swoje możesz wykrzyczeć w twarz każdemu, kto się tylko spróbuje postawić. Do internetowego świata także i sztuka próbuję się jakoś po cichu wkraść, znaleźć sobie jakiś kąt w który uda się wpasować. Robię to ja przecież, zajmując niszę w blogosferze ogromnej, chociaż podobno pisanie o ciuchach opłacałoby się bardziej. Robią to muzea i galerie, artyści i laicy jak ja. My, miłośnicy sztuki, wyskakujemy teraz z ekranu jak reklamy gier online w epoce przed adblockerami i próbujemy wzbudzić zainteresowanie, ale także to zainteresowanie utrzymać.

Szczególnie muzea i galerie dwoją się i troją, żeby wymyślić jak podnieść swój instagramowy potencjał. Oczywiście, wszystkie hasztagi i czekiny sprawiają, że są one bardziej rozpoznawalne. IKON Gallery z Birmingham wyszukuje wszystkich którzy otagowali ją lub się w niej zameldowali, zaczyna ich obserwować, lubi ich wpisy, to samo z Walker Art Gallery. Podobnie robi większość galerii, które w dzisiejszych czasach chcą się liczyć. I ja sama przecież zasypuje was na insta i facebooku wszystkim co znajdę artystycznego. Próbuję się wpasować, ale ładne obrazki to nigdy nie będzie dla mnie coś wystarczającego. Ładnie to nie jest coś co zostaje w głowie.

Nie zrozumcie mnie źle, to wcale nie jest tak, że internet to najgorsze co mogło przydarzyć się sztuce. Wręcz przeciwnie. Internet może okazać się świetną bazą dla pod edukację dla wszystkich tych, którzy o sztuce chcą wiedzieć więcej, którzy interesują się nią lecz niezbyt wiedzą jak się do niej zabrać. Internet, z wszystkimi swoimi artystycznymi kursami od edX, coursera czy futurelearn to świetne miejsce dla ludzi, którzy nie otrzymali w szkołach wystarczającej edukacji artystycznej. Dla tych, którzy interesują się bardziej i chcą wiedzieć więcej. W końcu, dla wszystkich małych i dużych odkrywców, którzy ze sztuką nie mają nic wspólnego, ale widzą jeden ciekawy obraz i coś ich do niej ciągnie.

Niestety nawet najszybsze łącze internetowe nigdy nie odda doświadczenia obrazu na żywo, ponieważ w odbiorze obrazów bardzo ważnym czynnikiem jest otoczenie. Mówiłam Wam już o tym tysiąc razy, w setkach różnych artykułów i rozmów, ale otoczenie jest naprawdę bardzo, bardzo ważnym czynnikiem. Uświadomiłam to sobie po raz kolejny, wyjątkowo dobitnie w chwili gdy w Tate Modern w Londynie po raz pierwszy zobaczyłam dzieła Marka Rothko. Chociaż studiowałam je w książkach i sieci miliony razy i tyleż razy zachwycałam się nimi, tym razem wywarły na mnie o wiele większe wrażenie niż dotychczasowo. Przygnieciona ich ogromem stałam przez płótnami z zachwytem na twarzy i nie mogłam uwierzyć, że takie rzeczy jak Rothko na żywo się w ogóle w moim życiu dzieją. O wadze nie tylko wielkości dzieła sztuki ale także o jego poprawnym powieszeniu pisał już wcześniej Sol Lewitt (1967 – Paragraphs on Conceptual Art), a ja o Sol Lewittcie pisałam tutaj.

W dobie sztuki ponowoczesnej i nowoczesnej twórcy oraz kuratorzy zaczęli zwracać uwagę na wymiar dzieła sztuki. To dlatego w muzeach zatrudnia się ludzi do zaprojektowania przestrzeni wystawowej. Tak samo robi się w sklepach, bo wiemy już jak ważne jest dla nas gdzie i jak powieszona jest rzecz, która nas interesuje. Mark Rothko nie prezentowałby się tak samo wspaniale w zatłoczonych złotymi ramami pokojach Luwru, jak prezentuje się w ogromnych, białych przestrzeniach Tate. Malarstwo Rothko nie miałoby także sensu, gdyby umieszczone zostało na mniejszym płótnie – na takim, które swą nieskończonością nie wgniata w ziemię. W odbiorze obrazu, prócz samej jego treści, uczestniczą dziesiątki czynników, o których istnieniu często zdajemy się zapominać. Musi być ono ukazane nie tylko w odpowiednim otoczeniu, ale także powieszone na dobrej dla wzroku wysokości, dobrze oświetlone, wpasowane w wystawienniczą przestrzeń jakby stworzone było by się w niej znajdować. Dlatego sztuka przeniesiona na ekran smartfona nie jest tym samym. Dlatego, chociaż prawie wszystkie obrazy jesteśmy już w stanie zobaczyć w googlach, nadal warto chodzić do galerii.

Reklamy

One thought on “Wymiar dzieła sztuki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s