Kobiety w sztuce.

Zasypują mnie ostatnimi czasy komentarze dotyczące tego, jakie to feministki są okrutne. Kolejny raz słyszę, że feminizm powinno się tępić jak nazizm, że wszystkie feministki są grube, brzydkie, zakompleksione. W takich chwilach zazwyczaj po prostu wyłączam internet. W moim towarzystwie nie znajdę osoby, która byłaby na tyle nieświadoma otaczającego ją świata.

Chociaż staram się mocno zaciskać zęby i udawać, że kolejne nieudane próby wychodzenia z szafy, czy też zaprzestania traktowania nas jak mięsa, nie dotykają mnie aż tak bardzo, czasem zdarza się, że świat posuwa się o krok za daleko.

I w dyskusji o uchodźcach doszły ostatnio głosy, iż są oni zagrożeniem dla kobiet w Europie. Cóż… Chciałabym, naprawdę bardzo bym chciała, żeby było tak, że istnieje gdzieś daleko na wschodzie jakaś ograniczona liczebnie grupa, która jest zagrożeniem dla kobiet, i da się zapobiec jej istnieniu, zamknąć granicę, odseparować, poddać badaniom i leczeniu. Niestety każdego dnia na własnej skórze doświadczam smutnego faktu – tak łatwo to nie ma.

Najnowsze sondaże przeprowadzone w Dolinie Krzemowej donoszą, że 60% kobiet pracujących w technologiach doświadczyło niechcianych seksualnych propozycji i zachowań. Pozwolę sobie jedynie zwrócić uwagę, że w wielu przypadkach za poniżanie kobiet oskarża się brak elementarnej edukacji… Czy brakuje jej wielkim umysłom świata, zgromadzonym w silicon valley?

W sztuce też nie jest lepiej. National Gallery w Londynie posiada w swoich zbiorach około 2300 prac. Wiecie ilu z wystawianych autorów to kobiety? Jedenastu. Statystyki pokazują nawet jeszcze smutniejsze trendy ogólnoświatowe. Chociaż ponad 85% aktów przedstawia kobiety, to jedynie 5% dzieł pokazywanych na stałych wystawach jest autorstwa kobiet. Potulnie staramy walczyć się z tym jak się nas traktuje, nie tylko dla swojego świętego spokoju, ale też dla lepszego życia naszych córek. Po prostu bardzo byśmy chciały, żeby miały życie mniej okropne, niż my.

Niestety codzienne życie kobiet nie jest takie piękne jak to, które od wieków kreują malarze na tych najczęściej pokazywanych, najbardziej znanych, najlepiej opłacanych obrazach. Na sposób kreowania kobiecego wizerunku zwraca uwagę historyk sztuki Carol Duncan w swoim tekście „The MoMa’s Hot Mamas” z 1989 roku. Oskarżyć mnie by tutaj można o stare dane, jednak zbyt dużo się nie zmieniło, chociaż od publikacji jej tekstu minęło prawie 30 lat. W przeciwieństwie do mężczyzn, których przedstawia się zazwyczaj podczas pracy, intelektualnego wysiłku toteż w bólu, kobiety zazwyczaj przedstawiane są, oczywiście, nago. Nie byłoby przecież w tym nic złego, nie zrozumcie mnie źle, ale nawet sposób przedstawiania kobiet w aktach jest zazwyczaj na swój sposób „dziwny”. Kobiety na tych obrazach to prostytutki, narkomanki, tanie modelki pozujące biednym artystom, którzy dopiero po latach stali się sławni. Kreowane są one często na boginie piękna, jednakowoż niemające nic, prócz piękna, do zaoferowania. Kobiety często przedstawiane są w wyuzdanych pozach czy jako potworne kreatury, których namiętność i seksualność mogą stanowić zagrożenia, tak jak np. w pracy Woman 1, William De Kooning.

woman1

Nawet gdy spojrzymy na najdroższe licytowane obrazy tego roku, z lekkością możemy powiedzieć, iż oba rekordy – Picasso i Modigliani, to przecież oczywiście, akty.

Na szczęście na horyzoncie widać zmiany na lepsze. Są one wolne, ale najważniejsze, że są. Saatchi Gallery w Londynie otworzyło właśnie wystawę dzieł, których autorkami są jedynie kobiety. Będzie to pierwsza taka wystawa w historii działalności galerii. Oby więcej!

Reklamy

4 thoughts on “Kobiety w sztuce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s