Każde dotknięcie zostawia ślad. Alina Szapocznikow.

5569
Alina podczas pracy.

Każde dotknięcie zostawia ślad. Ślad nieusuwalny, dlatego z dotykaniem trzeba tak okrutnie uważać. Wspólną wypadkową dotykania masy rzeźbiarskiej i innych ludzi jest niemożliwość usunięcia wykonanego gestu. Dotyku nie można cofnąć. Uścisk raz pozostawiony w niewłaściwym miejscu pozostanie w nim na wieczność.

„A teraz już połóż się obok mnie, bo oszaleję zupełnie. Nigdy nie działo się ze mną to, co wczoraj i dziś, chodzę przez te wymyte uliczki [w Rotterdamie], między tymi milionami wypielęgnowanych kwiatów i nic tylko trzeszczy mi skóra w szmatach, ocierają się piersi o bluzkę, uda o siebie i przysięgam sobie nigdy nigdzie nie ruszyć się bez ciebie. Dlaczego i za co pozbawiamy się wspólnych nocy i głaskania, i splatania nogami, i tulenia, kiedy bez tego nic innego nie ma w ogóle sensu. Nie można na zapas naślinić się i nakochać” (17 czerwca 1958 roku)

Takie listy pisze Alina Szapocznikow do swojego ukochanego, świetnego artysty i redaktora paryskiego Elle, Romana Cieślewicza, ale też wcześniej, do swojego pierwszego męża – Ryszarda Stanisławskiego. Fragmenty jej miłosnych opowieści, jej dzieła, jej życie, składają się w piękną układankę doświadczania świata zewnętrznego. Alina Szapocznikow doświadczała go całą sobą, całym ciałem, każdą komórką skóry, a przede wszystkim – dłońmi, dotykiem.

Urodzona w w 1962 roku w Kaliszu, w żydowskiej, lekarskiej rodzinie artystka nie miała życia, które powinna mieć kilkunastoletnia dziewczyna. Przebywała w gettach w Pabianicach i Litzmannstad, jak i w obozach koncentracyjnych w  Auschwitz-Birkenau, Bergen-Belsen i Theresienstadt. Po zakończeniu wojny uciekła do Pragi, ale nie miała ze sobą nic prócz okropnych wojennych wspomnień i strachu o życie matki od której została oddzielona. Trafiła do Pragi, która odradzała się po wojnie, rozpoczynając na nowo swoje szalone, pełne uniesień życie. I Alina pragnęła w nim uczestniczyć, dlatego gdy tylko udało jej się dostać stypendium w kilku rzeźbiarskich pracowniach Pragi, jedyne czego pragnęła to żyć.

Niestety los nie był dla niej tak łaskawy. Nie tylko było w czasach powojennych (jak i przecież, dziś), przebić się trudno artystce-kobiecie, ale także trudno było znaleźć swoje miejsce w świecie ciągle targanym konfliktami, próbującym odrodzić się z popiołów w jakich zostawiły go dwie wojny. Alina przeprowadzała się często, często wracała do Polski gdy udało jej się odnaleźć jej matkę, która na całe szczęście, mimo najgorszych obaw artystki, okazała się żywa i ocalona. Szapocznikow szukała też miłości, którą znalazła w dłoniach swych dwóch mężów.

Zmarła w 1973 roku, pokonana przez dziesięcioletnią walkę z rakiem. W liście napisanym do innej rzeźbiarki, Annette Messager, tuż po amputacji piersi pisze:

„Miałaś doskonały pomysł, żeby do mnie napisać, więc i ja mam doskonały pomysł, żeby Ci odpowiedzieć, co da mi złudzenie, że zajmuję się czymś przyjemniejszym niż konwersacja, którą mogę prowadzić z sąsiadkami (kolejnymi) z łóżka obok. I aby wreszcie zmienić trochę relacje międzyludzkie związane z miejscem, w którym jestem. Naprawdę mnie tu rozpieszczają. 50 cm po mojej lewej stronie leży kobieta dopiero co operowana na tarczycę, więc rzyga krwią + cuchnie + ma biegunkę (nie może się myć) + właśnie ma okres + pluje i dusi się, sprzątamy jej mocz, wymiociny. I właściwie teatr Arrabala jest w porównaniu z tym dziecięcą igraszką.

Usiłuję zachować resztki godności z pomocą 4 flakonów wody kolońskiej, ubrana w najładniejsze koszule od Romana (Cerrutti 1880), z paryską prasą literacką na nocnym stoliku.

Pod tymi pięknymi strojami urządzili mnie doprawdy na wzór Charlesa Laughtona w roli Quasimodo w Dzwonniku z Notre Dame (wg V. Hugo), klasycznym filmie, który widziałam, będąc dzieckiem, i po którym jeszcze przez lata miałam koszmary. Rolę Esmeraldy odtwarzała Lollobrigida, bardzo wydekoltowana, i moi przyjaciele uważali, że mój biust jest doń podobny (do Lollobrigidy, a nie do Ch. Laughtona). A teraz musiałam zamienić te role – ale czegóż my, artyści, nie zrobimy, żeby nas zauważono!! […]

Załączam stronę ilustrującą moją ewolucję”.

Do wspomnianego listu naprawdę dołączyła ona historię obrazkową, w której narysowała siebie z wielką blizną zamiast piersi. Nie mogę jej jednak odmówić, piękna bowiem, była do końca.

Jednak mimo trudności życia, jej twórczość nigdy nie była bliska śmierci. Jej twórczość to życie zamknięte w rzeźbach formowanych najczęściej dłońmi. Artystka często używała materiałów które zastygały w trakcie formowania, celebrując możliwość zmieniania ich struktury poprzez dotyk, celebrując sam proces powstawania rzeźby.

W 2015 roku, Marek Beylin napisał o Alinie świetną książkę, „Ferwor, życie Aliny Szapacznikow”, którą polecam wszystkim fanom artystki. Zajmuje ona pierwszą pozycję wśród moich ulubionych, od momentu gdy przeczytałam ją w lipcu zeszłego roku.

Jeśli jeszcze nie kochacie Aliny tak jak ja, polecam przeczytać stokroć lepszy od mojego esej, autorstwa samego Marka Beylina, który znajdziecie TU.

Zostawiam Was z jej pracami.

Advertisements

5 thoughts on “Każde dotknięcie zostawia ślad. Alina Szapocznikow.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s